Strona główna

Strona: PSM 1965-1968
Jak za dawnych lat

Spotkanie nawigatorów 1965-1968Od lewej: A.Miklas, J.Cieciuch, J.Cegielski, G.OleszekOd lewej: A.Szwedziński, G.OleszekOd lewej: J.Łuć, A.Pawlik, G.Oleszek, K.Tarnowski

Ktoś kiedyś powiedział, a potem wszyscy powtarzali i nadal powtarzają, że czas szybko płynie. Jest to prawda tak oczywista jak to, że ostatni z faraonów już dawno umarł.
Jednakże mimo tej oczywistej prawdy, czasami ten upływ czasu zdaje się nabierać kosmicznej szybkości.
Wydaje mi się, że nie dalej jak kilka dni temu opisywałem zjazd nawigatorów absolwentów PSM w Gdyni 1968. Tymczasem niepostrzeżenie minął rok i oto odbył się kolejny zjazd. Tym razem wielce jubileuszowy, bo w trzydzieści lat po ukończeniu szkoły.
Skłamałbym, gdybym twierdził, że również ta trzydziestka lat minęła jak jedna chwila. Niemniej aż trudno w to uwierzyć, że to już naprawdę trzydzieści lat.
Sądząc po nastrojach uczestników spotkania wydaje się, że upływ czasu nie poradził sobie ze stanem ducha większości z nich. Wydaje się on być bardzo dobry.
Trochę gorzej obszedł się z ciałami niektórych z nas, o czym wyraźnie świadczyły zaokrąglone brzuszki czy też posiwiałe i przerzedzone włosy.
No, ale nie zmarszczki na twarzy, lecz na duszy są objawem starzenia się.
Wigor, humor i energia uczestników spotkania wyraźnie wskazywały na to, że zmarszczek na duszy po prostu jeszcze nie ma.
W tym roku zjazd nawigatorów odbył się 25 kwietnia. Na miejsce spotkania wybrano restaurację Moon w Gdyni.
Z ogólnej liczby osiemdziesięciu absolwentów tego rocznika udało się tym razem ściągnąć trzydziestu czterech, co stanowi znaczący wzrost z poprzednim zjazdem, kiedy było nas szesnastu.
Jak zwykle z tych nieobecnych olbrzymia część była akurat w dłuższych lub krótszych rejsach. Do niektórych nie udało się dotrzeć. Niektórzy osiedli za granicą. Kilku nie żyje.
Podobnie jak przed rokiem nastrój panował wręcz euforyczny. Dla wielu z nas było to pierwsze spotkanie w tak licznym gronie po trzydziestu latach. Zresztą również i ci, którzy spotkali się rok temu, jak również ci, którzy utrzymują kontakty na bieżąco bawili się dobrze.
Od razu wytworzył się wspaniały nastrój.
Wszyscy obecni, zarówno ci, którzy uczestniczyli w zjeździe w zeszłym roku, jak i tegoroczni nowicjusze, byli wręcz zachwyceni samym pomysłem zorganizowania spotkania. Niektórzy wyrażali żal, że nikt ich nie odnalazł w zeszłym roku. Sądzę, że do przyszłego roku powinno nam się udać dotrzeć już do wszystkich.
Wielu z sentymentem wspominało czasy szkoły, a szczególnie Dar Pomorza zazwyczaj zgodnie podkreślając, że była to wspaniała szkoła życia. Jednakże, jak zauważyłem, kilku kolegów spoglądało na entuzjastów bardzo podejrzliwie. Niewielu ich jednak było.
Muszę tu dodać, że podczas samych rejsów na Darze zdania na ten temat były różne. Przeważnie jednak się narzekało. Czas jednak wyrzucił złe strony tamtego życia ze wspomnień, a pozostały tylko te dobre przekładające się na zdobyte doświadczenia i nabrane dobre nawyki.
Chociaż pamiętam jeszcze z tamtych lat, że wszyscy ówcześni kandydaci i tak zwani słuchacze PSM byli autentycznymi romantykami morza, to ostatnie spotkanie jeszcze bardziej to uwypukliło.
Z drugiej strony mimo tego romantycznego zacięcia można zauważyć, że wielu z nas próbowało czegoś innego przekładając, przynajmniej czasowo, życie lądowe, rodzinne ponad twarde rygory życia na morzu. Chociaż chyba źle to ująłem, gdyż nie trudna i stresująca praca przyczyniła się do decyzji o zejściu na ląd, lecz właśnie chęć uniknięcia rozłąki z najbliższymi.
Z całej grupy obecnej na spotkaniu równo połowa nadal przemierza bezkresy mórz i oceanów. Pozostali spróbowali sił w zawodach dających możliwość pracy na lądzie.
Wśród najoryginalniejszych wymienię tu lekarza ginekologa-położnika Andrzeja Szwedzińskiego, szefa szkolenia w Eurolocie Andrzeja Miklasa, dealerów samochodów wysokiej klasy Kazika BMW Tarnowskiego czy Andrzeja Mazdę Kossowskiego, wykładowcę uniwersyteckiego Doktora Andrzeja Pawlika, dyrektora OPEC Jurka Łucia. Inni znaleźli pracę w branżach bardziej morskich. Wspomnę tu Marka Szymankiewicza - dyrektora Agencji Promocji Kadr Morskich - Agmor, działacza ITF - Jacka Cegielskiego, pilota w porcie Gdańsk - Mietka Nagórskiego, pełnomocnika dyrektora d/s jakości w Polskim Rejestrze Statków - Gabriela Oleszka, przedstawiciela norweskiego armatora Ugland International - Jurka Puchalskiego.
Mimo, że wybrali oni, przynajmniej chwilowo, pracę na lądzie, to ich związki z morzem są nadal intensywne i bardzo żywe. Dowodem na to jest chociażby udział w omawianym zjeździe oraz przebijająca z ich zachowań i słów nostalgia.
Dobrze zaobserwował to już rok temu jeden z obecnych kapitanów Zbyszek Cygan, nawiasem mówiąc ten który jako pierwszy z naszego rocznika osiągnął szczyty kariery nawigatora, a jednocześnie działacz związku związku zawodowego kapitanów i wystąpił z niecodzienną propozycją. Ta propozycja, to nadanie honorowym tytułów kapitanów PSM dla tych, którzy nie doszli do tego stopnia zawodowego, gdyż zrezygnowali z pracy na morzu. Jak można było oczekiwać propozycja została zatwierdzona jednogłośnie. Oczywiście waga takiego dyplomu to tylko wyróżnienie koleżeńskie i honorowe, lecz zapewne stanowić będzie miłą pamiątkę.
Ważnym punktem programu było wręczenie dyplomów tym kolegom, którym je przyznano podczas ubiegłorocznego spotkania.
Otrzymało je czterech, którzy wybrali inne zawody. Natychmiast wzięli się za zbieranie podpisów autentycznych kapitanów, które uprawomocniły dyplomy. Mam wrażenie, że dyplomy bardzo im się podobały. A niektórzy od razu oświadczyli, że znajdą się na honorowych miejscach na ścianie w ich obecnych miejscach pracy. Przy okazji ujawniono, że jeszcze kilku kombatantów rocznika 1965-1968 od dawna pracuje na lądzie i nie ma szans na osiągnięcie dyplomów morskich. Również im przyznano pamiątkowe, honorowe tytuły.
Dyplomy zostaną wręczone podczas następnego zjazdu.
Gorąca atmosfera i nastrój wspomnieniowy zaowocował kolejną ważną inicjatywą. Postanowiono opisać dzieje rocznika z okresu pobytu w Szkole Morskiej.
To kronikarskie zadanie powierzono Gabrielowi Oleszkowi. Powinien on sobie poradzić z tym zleceniem jako, że do tej pory napisał dziewięć książek.
Najnowsza z nich pod tytułem „Dotknąć piekła” ukaże się na rynku księgarskim w lipcu tego roku nakładem wydawnictwa Marpress.
Zobaczymy jak będzie z książką o PSM pod roboczym tytułem: „Moja PSM-ka - Najlepsza szkoła życia”.
Wyznaczony autor zobowiązał się wykonać tę pracę najlepiej jak tylko będzie potrafił. Kilku obecnych obiecało dostarczyć zdjęcia z tamtego okresu, lub przypomnieć ciekawsze zdarzenia.
Propozycja odbywania kolejnych zjazdów co rok spotkała się z ogólnym aplauzem. Ktoś nawet rzucił hasło, żeby skrócić okresy międzyzjazdowe do pół roku, lecz większość uznała to za zbędny przesadyzm i stanęło jednakże na tym, że następne spotkanie za rok.

Strona główna                                                                                     Strona: PSM 1965-1968